Siedlęcin - Puchar Dolnego Śląska Cross Country

Kurz i hałas byli moimi przyjaciółmi dzisiejszego pięknego niedzielnego popołudnia. Wybrałem się do Siedlęcina na Puchar Dolnego Śląska Cross Country. Ostatnio byłem tam dwa lata temu i po raz pierwszy dowiedziałem się co to znaczy dostać piachem w twarz. Tak było w 2007 roku.
Teraz przetestowałem w tych trudnych warunkach dwa Nikony, które wziąłem ze sobą. Jestem zadowolony z ich pracy. Mnóstwo kibiców oraz spora grupa zawodników stworzyli fantastyczny klimat. Polecam wszystkim Siedlęcin i crossowe imprezy.
Poniżej dwie fotki, reszta jest na PICASSIE, dużo tego i niezaiteresowanym tematem nie polecam oglądania wszystkiego.

Prezent ślubny z opóźnionym zapłonem!

No w końcu po prawie 3 miesiącach Andreas z Kasią odebrali swój prezent ślubny, czyli album ze zdjęciami. Bawiliśmy się w grudniu 2008r., a dopiero teraz nastapiło uroczyste pzekazanie prezentu przy mini toastach.
Tak, tak drogie koleżanki z ogólniaka, nasz Andrzejek się ożenił! Proszę tylko popatrzeć jak ślicznie przysięga w Krzeszowie :)

A było to tak....

Wpis z 02.12.2008 r.

W związku z tym, że po raz drugi w tym roku zmieniam sprzęt wróciły wspomnienia o moich aparatach, które do tej pory męczyłem. Był:
- Nikon F80 (analogowy, gdyby ktoś miał wątpliwości:),
- Olympus E20P, moja pierwsza cyfra z trochę dziwnym AF i wbudowanym obiektywem,
- Nikon D100, miło wspominam ten sprzęcik,
- Nikon D70s, krótki romans, chyba miesięczny,
- Nikon D200, mój pierwszy w pełni uszczelniony aparat, którym nie bałem sie robić zdjęć podczas deszczu,
- Canon 5D, super obraz końcowy, ale do ergonomi Canona to chyba w życiu nie przywyknę,
- a teraz będzie.....

PS. O obiektywach nie będę nic pisał bo było ich tyle, że po prostu nie pamiętam już co przerabiałem.

Z archiwum X

Właśnie sobie archiwizuję materiał z 2008 roku i przy okazji znalazłem zdjęcie, które pokazuje pomieszczenie w którym razem z orkiestrą i kamerzystą (jeden i drugi Mirek ma na imię) zostaliśmy umiejscowieni. Ach cóż to był za ślub:) Chłopaki pamiętacie, bo to chyba trudno będzie zapomnieć.

Basia i Grzesiek

Zacznę od tego, że znowu nie było kamerzysty! Zaczynam odnosić wrażenie, że przechodzą do lamusa.
Tym razem na ślubnym kobiercu stanęli Basia z Grześkiem. Ceremonia ślubna odbyła się w Jaworze, bawiliśmy się na sali w Mściwojowie, a plenerek zrobiliśmy na drugi dzień w zaprzyjaźnionym zameczku w Świnach. Przygrywała nam kapela SWING z Legnicy. Zabawa była przednia, młodzi roztańczeni a u Grześka to nawet zobaczyłem zalążek talentu tanecznego:)

Magda i Marcin

Magda i Marcin - właściciele pięknego czerwonego garbusa (wyprodukowanego w Meksyku), pobrali się w Piskorzowie. Wesele odbyło się w pięknym hotelu "Borys" w Zagórzu Śląskim. Niska temperatura nie przeszkodziła nam w krótkim plenerze, który odbył się na tamie oraz gdzieś w lesie. Goście weselni okazali się bardzo kreatywnymi tancerzami, dzięki zespołowi TWIST z Wrocławia. Bardzo dziekuję za miło spędzony czas oraz swojski klimat jaki stworzyła para młoda.
PS. To był piąty ślub bez kamerzysty, czyżby nadchodziła nowa moda. Osobiście nie mogę narzekać, mam pełen luz w kościele.